11 Zawarłem z oczami przymierze,
by nawet nie spojrzeć na pannę.
2Czy mógłbym mieć cząstkę w górze u Boga,
u Wszechmocnego z niebios dziedzictwo?
3Czyż złoczyńcy nie spotka zguba
i klęska czyniących nieprawość?
4Czyż On nie widzi dróg moich,
wszystkich mych kroków nie liczy?
5Czy chodziłem drogą fałszu,
a moja noga śpieszyła do oszustwa2?
6Niech zważy mnie bardzo dokładnie,
a pozna Bóg moją niewinność.
7Jeśli na krok zboczyłem z drogi,
bo serce poszło za okiem,
i zmaza ta trwa na mych rękach:
8niech sieję, a inni zbierają,
niech z korzeniami wyrwą moje latorośle!
9Jeśli serce me zwiodła kobieta
i czatowałem pod drzwiami sąsiada,
10niech moja żona miele obcemu,
niech inni się do niej zbliżają!
11Gdyż byłby to czyn haniebny,
zbrodnia podległa sądowi;
12to ogień, co niszczy do zatracenia3,
co strawi dobytek do reszty.
13A jeśli odtrąciłem prawo sługi
i niewolnicy, gdy spór ze mną wiedli,
14co zrobię, gdy Bóg powstanie,
i co w czasie badań Mu odpowiem?
15Jak mnie, tak jego we wnętrzu uczynił,
On sam nas w łonie utworzył.
16Czy odmawiałem prośbie nędzarzy
i pozwoliłem zagasnąć oczom wdowy?
17Czy chleb swój sam spożywałem,
czy nie jadł go ze mną sierota?
18Od dziecka jak ojciec go wychowałem4
i prowadziłem od łona matki.
19Czy na biedaka nagiego patrzałem,
kiedy nędzarzom zabrakło odzienia?
20Czy jego biodra mi nie dziękowały,
że grzała je wełna mych jagniąt?
21Czy sierocie ręką groziłem,
widząc w bramie mego poplecznika?
22Niech barki mi odpadną od karku,
niech ramię mi wyskoczy ze stawu,
23gdyż bałbym się klęski od Boga,
nie zniósłbym Jego potęgi.
24Czy pokładałem ufność w złocie
lub rzekłem bogactwu: Nadziejo moja?
25Czy chlubiłem się z wielkiej fortuny,
że wiele moja ręka zgarnęła?
26Wpatrując się w słońce, co świeci,
lub w księżyc, co dumnie przepływa,
27czy serce tajemnie uległo
i ręką słało pocałunek?5
28Byłby to czyn karygodny:
zaparcie się Boga na niebie.
29Czy cieszyłem się z upadku wroga,
czy radowałem się, że zło go spotkało?
30Nie dałem, by język mój grzeszył,
w przekleństwie życząc śmierci.
31Czy nie mówili mieszkańcy mego namiotu:
Kto u niego nie zjadł mięsa do syta?6
32Przybysz nigdy nie sypiał na dworze,
podróżnym otwierałem podwoje.
33Czy taiłem jak ludzie przestępstwa
i grzech swój chowałem w zanadrzu?
34Czy lękając się licznej gromady,
z obawy przed wzgardą u bliskich,
milczałem, za próg nie wyszedłem?
35Kto zechce mnie wysłuchać?
Oto mój podpis: Niech odpowie Wszechmocny.
Przeciwnik skargę napisał,
36którą poniosę na grzbiecie,
niby diadem nałożę.
37Zdałem sprawę z mych kroków,
przed Niego7 pójdę jak książę.
38Jeśli pole żaliło się na mnie,
a jego bruzdy płakały;
39jeśli jadłem plon nie zapłacony,
a dusza robotnika8 wzdychała:
40Niech rosną ciernie zamiast pszenicy,
a chwasty na miejscu jęczmienia!»
Kończą się słowa Hioba.